Kitesurfing przez Morze Czerwone- drugi klejnot w „koronie mórz”
Rok temu (w lipcu 2011) jako pierwszy człowiek na świecie pokonał na desce kitesurfingowej z latawcem liczącą 207 km trasę z Świnoujścia do Ystad. Rejs trwał 11 godzin, zaś podróżnikowi nie towarzyszyła łódź asekuracyjna. W tym roku Janek Lisewski, 42-letni instruktor sportów ekstremalnych oznajmia: to dopiero pierwszy krok. Teraz przepłynę Morze Czerwone!
Wyprawa przez Bałtyk była pierwszym etapem w realizacji celu, którym jest zdobycie „korony mórz”. We wspinaczce wysokogórskiej obowiązuje termin „korona ziemi” oznaczający najwyższe szczyty poszczególnych kontynentów. Ja chcę przepłynąć 4-6 mórz na desce kitesurfingowej. W najbliższej przyszłości, po Czerwonym Śródziemne, a następnie, jeśli będzie mnie na to stać lub sponsorzy dopiszą, będę pływał po akwenach na odległych kontynentach (obie Ameryki, Australia, Azja). Szkoda oddawać tą koronę jakiemuś „obcokrajowcowi”.A tak to przynajmniej następny Polak może dostarczyć trochę sportowych pozytywnych emocji. Przez najbliższe 2-3 lata będę więc miał co robić - mówi Janek Lisewski.
W kitesurfingu jest jak w żeglarstwie. Zawodnik musi nie tylko perfekcyjnie opanować technikę. Nie walczy z żywiołem, tylko wykorzystuje możliwości, które żywioł mu ofiarowuje. Oczywiście przyroda to zmienna, chimeryczna, nieprzewidywalna siła. Im większe są umiejętności sportowca, tym większą ma on szansę na wykorzystanie natury i uniknięcie wszystkich jej niebezpiecznych kaprysów. Dlatego przed startem Janek musi poczekać na odpowiednią pogodę. Planowany start wyprawy to 25.02-15.03 2012r. By dostać się z egipskiej plaży El Gouda do saudyjskiej miejscowości Duba będzie musiał pokonać ponad 200 km otwartego, wzburzonego morza…
Założenie jest takie jak poprzednio: zdobyć to, co wcześniej było nieosiągalne, spełnić swoje długoletnie marzenia i wyznaczyć nowe kierunki w sporcie wyczynowym. Ustanowić rekord.
Wielu moich znajomych zdecydowałoby się na podobny rejs, ale warunkiem musiałaby być łódź asekuracyjna. Moim zabezpieczeniem jest wyłącznie międzynarodowy system ratownictwa morskiego SARSAT (Search and Rescue Satellite Aided Tracking). Mam przy sobie urządzenie, które wysyła sygnał do jednostek ratowniczych na całym Świecie. Sygnał jest odbierany i wskazuje moją pozycję z dokładnością do 4 m. W razie wypadku ratownicy mają tylko kilka minut na reakcje oraz kilka godzin na interwencję - informuje sportowiec.
Jak wielu przed nim, zanim podjął zmagania z wiatrem, falami i mieliznami musiał walczyć z zdradliwymi wodami marketingu i promocji.
Pierwszy etap czyli morze Bałtyckie był trudny. Sprzęt musiałem wtedy pożyczać od znajomych. Praktycznie zorganizowałem to i finansowałem z własnej kieszeni co odczuwam po dziś dzień. Obecnie jest o wiele łatwiej. Tuż po przepłynięciu Bałtyku TVP i Superstacja wyemitowały relacje z wyczynu. Ukazał się 3 stronicowy artykuł w Newsweeku (02/2012). To pomogło ale i tak wszystko opiera się na ludziach dobrej woli czujących tą pasję. Właśnie takich ludzi udało mi się odnaleźć.
Jestem dumny z tego, że wspiera mnie miasto Gdańsk , marka Burn Energy Drink i kilka innych firm. Mam więc dla kogo walczyć. Jestem dumny, że jestem gdańszczaninem, bo to miasto potrafi docenić ludzi, którzy wychodzą poza ramy - wyjaśnia Janek Lisewski.
Przyjaciele surfera porównują przepłynięcie Bałtyku do pokonania Mont Everest. Jednak Lisewski wyjaśnia, że większość zdobywców K2 Mont Everestu zazwyczaj nie śrubuje już swoich rekordów…
W tym momencie nikt nie podjął się zdobywania korony mórz. Dwóch czy trzech kitesurferów pływało na podobnych dystansach, jednak zawsze wspomagała ich łódź asekuracyjna. Asekuracja oznacza możliwość odrzucenia wyzwania niemal w każdej chwili. W przypadku samotnych rejsów i zdobywania górskich szczytów obowiązuje stuprocentowa konsekwencja. Jeśli ktoś podejmuje się takiego dzieła będzie musiał doprowadzić sprawę do końca. Gdzieś w tle pojawia się myśl, że w każdej chwili mogę zginąć. Ale przecież to samo mógłby powiedzieć każdy himalaista. Ale ludzie codziennie ulegają wypadkom czy dostają zawału na ulicy więc lęk tylko paraliżowałby moje działania - podsumowuje rekordzista.
Wola zwycięstwa wiele znaczy, jednak każdy sportowiec polega na wydolności własnego organizmu.
Rozpocząłem trening 3-4 miesiące temu. Moja forma musi być wpasowana w termin rejsu. Oczywiście nikt nie jest w stanie wyznaczyć dokładnej daty. Dlatego cały czas utrzymuję formę. Nie robię rzeczy, na które nie jestem przygotowany. Na co dzień prowadzę sportowy tryb życia, toteż takie wyzwanie jest dla mnie łatwiejsze niż dla kogokolwiek innego. Już na tydzień przed podróżą wchłaniam bomby energetyczno- potasowe. Mój organizm jest przygotowany do długotrwałego, forsownego wysiłku. W czasie rejsu wspomagam się wodą z glukozą i łatwo przyswajalnym energetycznym żelem w tubce. Dzięki takiemu wspomaganiu chronię mięśnie przed poważnymi skurczami. Mimo tego podczas przeprawy przez Bałtyk przez 3 godziny zmagałem się z długotrwałym skurczem stopy - wspomina wyczynowiec.
Pomysł zdobycia korony mórz narodził się 2 lata temu. Na początku w planach było jedynie zdobycie Bałtyku.
Zainspirowały mnie Kolosy - spotkania podróżników. Doszedłem wtedy do wniosku, że człowiek może osiągnąć dowolny cel. Liczy się jedynie determinacja i konsekwentne dążenie do celu. Każde marzenie może się urzeczywistnić ale trzeba po prostu chcieć i w nie uwierzyć. Ludzie niepotrzebnie zamykają się domach bo przecież obok nich dzieje się wiele ciekawych rzeczy w których mogą uczestniczyć . Wyjście do ludzi podobnie myślących jest często tylko pierwszym krokiem. Zrobiłem ten krok i jestem z tego bardzo dumny oraz szczęśliwy ze mam wygłosić prelekcje na tych właśnie Kolosach (09-11.03 2012)!
W momencie, w którym deska surfingowa dotyka fal marzenia stają się rzeczywistością.
Od początku drogi odczuwam ogromną satysfakcję z powodu podjęcia wyzwania. Przez pierwsze kilka mil ustalam kurs. Im bardziej oddalam się od brzegu, tym jest mi trudniej. Spokojny rejs zmienia się w walkę z każdą falą. Po pokonaniu 50-60 mil morskich odczuwam skurcze mięśni i straszliwy ból nóg. Jednak w sporcie wyczynowym nie ma miejsca na wątpliwości. Ustanawianie rekordów to w pierwszej kolejności walka ze słabościami ciała i umysłu. Każda fala jest realnym niebezpieczeństwem. Często gubię deskę. Na Bałtyku zdarzyło mi się to kilkanaście razy. Jednak zgubienie deski to nie koniec walki. Bez względu na wszystko nie można sobie pozwolić na stratę latawca. W momencie, w którym latawiec dotyka wody i nie można go podnieść gra jest skończona. Jedynym zmartwieniem staje się bezpieczny powrót do domu. Dryfowanie na morzu czerwonym nie jest bezpieczne , akweny niedaleko saudyjskiego brzegu są pełne dziewiczych raf i drapieżników w nich żyjących . To ulubione miejsce rekina białopłetwego który z natury jest bardzo ciekawski i lubi zapolować na łatwą zdobycz - relacjonuje Lisewski.
Wielu zawodowych sportowców żartuje, że w ustanawianiu rekordów bardzo pomaga sprzęt, z którym nie trzeba walczyć w czasie podejmowania wyzwania. Jednak w tej kwestii Janek Lisewski stawia bardzo konkretne wymagania.
Sprzęt powinien być dostosowany do potrzeb zawodnika. Latawce muszą mieć duży zakres wiatrowy. Muszą być szybkie i bezpieczne zrobione z najlepszych materiałów. Płynę na polskim latawcu T5 Nobile Kiteboarding o powierzchni 10m2. Krajowe produkty cieszą się wśród kitesurferów uznaniem, np. deski firmy Nobile należą do najlepszych na Świecie a ich latawce również zdobywają światowe rynki - dodaje zawodnik.
Każdy wyczyn weryfikują wyobrażenia odnośnie wytrzymałości ludzkiego organizmu. Zwykle na arenach i stadionach, każdy ruch sportowca śledzą tysiące telewidzów. W tym przypadku zmagania będzie śledził system przekazujący co 10 minut pozycję kitesurfera i jego pozycję tracking corssingu. Trzymamy kciuki i z niecierpliwością czekamy na film z mini kamery GO Pro.
Współpracuję z biurem turystyki Egiptu i ambasadą saudyjską. Wysłano już prośby o kontakt z lokalnymi mediami. Mam więc nadzieje, że mój rejs nie przejdzie bez echa. Liczę na sportowy świat oraz moich sponsorów no i oczywiście mieszkańców Gdańska, których serdecznie pozdrawiam.
Pozostaje tylko życzyć korzystnych warunków pogodowych w tej podróży i pomyślnych wiatrów na przyszłość.
Film z wyprawy będzie można obejrzeć na stronie internetowej: www.masterkiteboarding.com
źródło: Maciej Ostrowski
GospodarkaMorska.pl
A tu obejrzycie FILMIK z rejsu przez Bałtyk!
http://go2hel.pl/news/show/id=81



